Juz od pierwszych minut plyty Leszek Mozdzer wciaga nas w fascynujaca przygode, której bohaterem pierwszego planu jest chwilami on sam, a chwilami Fryderyk Chopin. Odnosimy wrazenie, jakby pianista wsluchiwal sie w oryginalne utwory Mistrza, wylawiajac z nich to i owo. A to sekwencje akordów, a to biegnik, a to znów motyw inicjujacy mazurka badz rytmiczna fraze, z której mozna ulepic cos jeszcze. Tu sie zatrzymajmy! Tego nie wolno przegapic! Spróbujmy to rozwinac! - zdaje sie mówic Leszek, natychmiast wcielajac pomysl w zycie.
I tak zabawnie laczy Preludium As-dur op. posth z utworem Sherwooda "My Secret Love". A w Mazurku C-dur op.24 z tradycyjnego "raz-dwa-trzy" wywodzi puls znacznie bardziej zlozony, o wyraznie jazzowej energetyce. W Etiudzie es-moll Mozdzer podejmuje za Chopinem chromatyczny motyw i improwizujac na jego bazie ciagnie juz dalej wlasna mysl, by w zakonczeniu powrócic do oryginalu. Z kolei w popularnym Mazurku D-dur op. 33 nr 2 powtarza w róznych tonacjach motyw glówny, który jest pretekstem do rytmicznej gry "na trzy" z Iranczykiem. Czy mamy tu czysty jazz? Oczywiscie Chocby w Etiudzie Ges-dur op. 25 nr 9, gdzie blues przekomarza sie z ragtime'em, przywolywany jest tez legendarny swing Errolla Garnera. Albo w Mazurku g-moll op. 24 nr 1, gdzie glównie "gra" akompaniament, a calosc wyraznie zmierza w kierunku flamenco!
Leszek Mozdzer rzuca tu na szale umiejetnosci, erudycje i caly potencjal wrazliwosci. Nieoczekiwane glissanda, kontrasty, przyspieszenia, chwilami wrecz wybuchy namietnosci - tworza gesta tkanke napiec, z wyraznym jednak kontekstem lirycznym. Mimo bowiem dalekich niekiedy ucieczek od oryginalu udaje mu sie zachowac chopinowski odcien smutku i nostalgii. Warsztat swietny! Poza tradycyjna pianistyka takze preparacje fortepianu, chocby w surrealistycznej wizji Mazurka g-moll op. 24 nr 1 (druga wersja z udzialem Madjida Khaladja) czy Preludium G-dur op. 28 nr 3, gdzie "przeszkadzajki" wlozone miedzy struny daja aure dzwiekowa przypominajaca indonezyjski gamelan!